To koszmarne trzecie piętro!

Tak, jestem osobą niepełnosprawną.

Tak, schody stanowią dla mnie wyzwanie.

Tak, kupiliśmy z mężem mieszkanie na trzecim piętrze,

bez możliwości skorzystania z windy 😉

Paradoks?

Nie, w pełni świadomy wybór,

zwykle ciężki do zaakceptowania przez osoby, które bywają tu okazjonalnie lub nawet wcale tu jeszcze nie były 😉

 

Kiedy zdecydowaliśmy się na kupno właśnie tego mieszkania, byłam w jakimś stopniu przygotowana na falę sensacji, jaką wzbudzi jego lokalizacja na ostatnim piętrze trzypiętrowego budynku bez windy. No bo jak to tak, tak wysoko mieszkać i nie móc windą się powozić, zwłaszcza w mojej sytuacji i zważywszy na to, że już raczej bardzo często się buduje takowe bloki z windą w wyposażeniu. Nie byłam natomiast przygotowana na skalę tejże sensacji i na to, że temat będzie ciągle i ciągle wałkowany, mimo tego, że mieszkanie tutaj naprawdę MI PASUJE i było bardzo przemyślaną decyzją.

Tak, schody stanowią dla mnie niekiedy sporo większe wyzwanie niż dla w pełni sprawnego człowieka, ale – kiedy tak rozważałam wszelkie „za” i „przeciw” mieszkania na trzecim piętrze – doszłam do wniosku, że ich obecność i konieczność ich codziennego pokonywania wyjdą mojej sprawności na dobre. No bo takie pokonywanie schodów to też rodzaj ćwiczenia sprawności, a dostęp do windy wiele osób zwyczajnie rozleniwia, choć nie powiem, że nie ułatwia życia 😉 Oczywiście, jak najbardziej jestem za ułatwianiem życia, ale w moim przypadku redukcja ruchu wpływa naprawdę destrukcyjnie i sprawia, że czuję się jeszcze bardziej niepełnosprawna niż naprawdę jestem. Oczywiste też, że mam swoje granice i taką właśnie optymalną granicą jest to trzecie piętro, czwarte już na co dzień faktycznie byłoby dla mnie dość męczące, biorąc pod uwagę fakt, iż posiadamy tutaj piwnicę, więc często pokonuje łącznie 4 piętra, a przy mieszkaniu na czwartym piętrze byłoby już ich pięć 😉

Fakt, większość życia mieszkałam na paterze… I dostawałam nie lada zadyszki, gdy ktoś znajomy mieszkał gdzieś wyżej, więc i rozumiem tych, którzy nisko mieszkają i trochę marudzą, że do nas na to trzecie piętro trzeba włazić. Po ślubie, przez 4 lata mieszkałam na piętrze drugim i nie było mi się trudno przystosować, bo schody były naprawdę ok. Zdać sobie bowiem sprawę trzeba, że schody schodom nierówne i nie każde są wygodne, są i takie, które stanowią dla mnie mega wyzwanie, nawet, jeśli jest ich tylko kilka, ale o tym za moment. Niemniej, wtedy wydawało mi się, że nigdy, przenigdy nie zamieszkam wyżej niż to drugie piętro, przy trzecim już się męczyłam… A jednak…

Kiedy szukaliśmy dla siebie własnego miejsca na ziemi, natrafiliśmy na oferty dostępne w budynku, w którym aktualnie mieszkamy. Były tu dostępne ostatnie 2 wolne mieszkania. Jedno na drugim piętrze, drugie na piętrze trzecim. Oba mieszkania – jak już wspomniałam – znajdowały się w tym samym budynku, ale w dwóch różnych bramach i to ostatecznie wpłynęło na to, że zdecydowałam się podjąć „wyzwanie trzeciego piętra” 😉 Oba mieszkania rozkładowo były identyczne (dla mnie wymarzone), tylko stanowiły swoje lustrzane odbicia, co też wpłynęło w pewnym stopniu na moją decyzję. Dlaczego więc wyżej, a nie niżej? Powodów było kilka.

1. Lokalizacja bramy – tu, gdzie obecnie mieszkamy główna brama wejściowa / wyjściowa wychodzi na bardziej główną ulicę, a nie uliczkę znajdującą się w środku osiedla, jak to było w przypadku mieszkania na drugim piętrze, które było również dostępne. Dla mnie to bardziej praktyczne, że nie trzeba wchodzić gdzieś bardziej w głąb osiedla, choć niektórzy mogą uznać to oczywiście za wadę.

2. Lokalizacja balkonu – nasz balkon wychodzi na ulicę, widać ruch, mamy widok na miasto, bardzo ładny jak dla mnie i ciekawy, znacznie przyjemniej jest mi usiąść na balkonie i widzieć, że coś się dzieje niż patrzeć wyłącznie na piaskownicę podwórkową, na którą skazana byłabym patrzeć w przypadku mieszkania na drugim piętrze, które nam pokazano jako alternatywę. No i im wyższe piętro, tym fajniejszy ten widok – moim zdaniem 😉 Bo fajnie tak popatrzeć na świat „z góry”, a nie wyłącznie z mojej perspektywy 150 cm wzrostu 😀

3. Lokalizacja barierki na klatce schodowej – chyba najważniejszy czynnik, na jaki zwróciłam uwagę, bowiem dużo sprawniej i szybciej mi się ze schodów schodzi, gdy mam barierkę do podtrzymania się po swojej prawej stronie. Nie wiem do końca z czego to wynika, ale po prostu tak jest. Przy wchodzeniu na górę strona nie ma dla mnie aż tak wielkiego znaczenia, przy schodzeniu w dół jest mi dużo łatwiej, gdy jest ona po określonej stronie. Schody identyczne, barierki też, a jednak… Z tego drugiego piętra schodziłoby mi się gorzej / dłużej niż z tego mojego aktualnego trzeciego. Przy czym warto pokreślić, że schody w starych kamienicach zwykle są moim wrogiem nr 1, bez względu na lokalizację barierki, bo i barierki często mają jak dla mnie podejrzane i mniej stabilne. W przypadku starych klatek schodowych, z wysokimi stopniami, pomoc osoby drugiej w ich pokonaniu jest dla mnie często wręcz nieoceniona. I w przypadku takich właśnie klatek nawet mieszkanie relatywnie nisko, lecz z koniecznością pokonania kilku schodków, byłoby dla mnie codziennym koszmarem. To samo dotyczy mieszkań, do których prowadzą jakiekolwiek schodki nieopatrzone barierką.

4. Chęć utrzymywania kondycji – bo przyznaję kiedyś wydawało mi się, że jak coś to tylko parter albo piętro z windą, żeby życia sobie nie komplikować w tej mojej niepełnosprawności, ale jak tak przyszło do przemyśleń – stuknęłam się w głowę. Przecież nie mogę z siebie robić kaleki i ofiary losu większej niż jestem 😉 Pokonywanie schodów to też dobre ćwiczenie dla nóg, które od dawna ćwiczę na steperze, który także liczy „pokonane schody”. Na początku było mi trochę ciężko z tym jednym piętrem więcej w stosunku do poprzedniego mieszkania, które wynajmowaliśmy na Bielanach Wrocławskich, ale dość szybko się przyzwyczaiłam 😉 i jest mi z tym naprawdę dobrze 😉 I dlatego też uważam, że winda strasznie rozleniwia… No przynajmniej w tych przypadkach, w których ludzie nie mają jakiś większych aktywności fizycznych 😉 A znam takich całkiem sporo.

Prawda jest taka, że przy mojej niepełnosprawności, bez względu na to, czy do mieszkania prowadzić będą 3 stopnie czy 30 i więcej, to nie wniosę po nich dziecka z wózkiem ani ogromnych zakupów porozkładanych po kilku reklamówkach – potrzebuję pomocy, bez względu na wszelkie towarzyszące udogodnienia, więc w wielu przypadkach i parter nie dałby mi pełnej niezależności w pewnych kwestiach. Mój mąż o tym doskonale wie, przyjął mnie z takim bagażem i pomaga jak może 😉 Nasza rodzina jest w jakimś stopniu przez to inna, ale nie czuję jakoś bardziej tych ograniczeń. A aktualnie córa już śmiga po schodach sama i to lepiej niż ja, więc nie muszę jej dźwigać, by zejść z nią na dwór – niezależność w tym względzie pozyskana 😉 Co więcej, lubi schody pokonywać i nierzadko ma z tego zwyczajnie frajdę 😉

Nawet sprawni ludzie robią z siebie kaleki…

Taka prawda, niestety! I dość frustrujący dla mnie jest fakt, że ludzie, zwykle znacznie sprawniejsi ode mnie, potrafią tak bardzo marudzić, że trzeba do nas na to trzecie piętro wchodzić… Ja pokonuje codziennie, nierzadko i 4 piętra, kiedy jeszcze trzeba odwiedzić komórkę lokatorską w piwnicy, i żyję! A wielu nas odwiedzających wyraża się o tym trzecim piętrze jak o samym szczycie Kilimandżaro…

Nie trzeba się martwić o czyjąś niepełnosprawność, jeśli on sam nie robi z niej problemu 😉

Praktycznie wszyscy, którzy nas tu odwiedzali, choć raz wyrazili wątpliwość, co do tego, że osoba niepełnosprawna ruchowo w ogóle może mieszkać na trzecim piętrze (czy wyżej). Nie zliczę, ile razy usłyszałam pytania: jak ty sobie właściwie radzisz?, jak ty biedulko będziesz te schody pokonywać?, a niżej mieszkania tu już nie było?, nie lepiej byłoby poszukać mieszkania gdzieś indziej / w bloku z windą? i tym podobne… Otóż, radzę sobie całkiem dobrze i dobrze to sprawdziłam zanim wpakowaliśmy się w kredyt, schody pokonuje na niczym innym jak na własnych nogach, które na szczęście posiadam, uważam, że jednak dla mojej kondycji i sprawności lepsze jest to, że windy tu nie ma, a gdzie indziej nie chciałam szukać, bo zakochałam się właśnie w tym mieszkaniu w wielu jego aspektach i czuję, że tu jest moje miejsce na ziemi 🙂 Nie mam problemu z tym, że mieszkam tu, gdzie mieszkam, więc po co inni te problemy sztucznie wytwarzają… Nie pojmuję 😉

Największym paradoksem w tym wszystkim jednak jest to, iż tak wielu ludzi mówi, że: „do sukcesu nie ma żadnej windy, trzeba iść po schodach”, a kiedy w życiu muszą fizycznie ich trochę więcej pokonać, to robią wielkie halo 😉

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s